CREDO:

"Umiejętność oceny dowodu, wydawania sądu, wyboru problemów badawczych; wyczucie, które zaskakujące obliczenia należy przeprowadzić jeszcze raz, do jakich wyników doświadczalnych nie należy mieć zaufania - wszystkie te umiejętności zyskuje się, obserwując z ławki dla widzów bogów grających w szachy i żeby je zdobyć, trzeba siedzieć u stóp mistrza.
Polanyi wskazał na jeszcze jeden niezbędny warunek pełnego wtajemniczenia w nauce: wiarę. Jeżeli nawet nauka na Zachodzie przekształciła się w ortodoksję, to jednak każdy ma swobodę wyboru, może zaakceptować naukę albo ją odrzucić, w całości lub częściowo. Wciąż nie brakuje zwolenników astrologii, marksizmu i niepokalanego poczęcia, ale nikt nie może zostać uczonym, jeżeli nie przyjmie, że naukowe doktryny i metody są z gruntu słuszne i że ich podstawowe przesłanki można przyjąć bez zastrzeżeń.

Decyzja o zostaniu naukowcem musi być aktem głębokiego oddania się nauce i naukowemu poglądowi na świat. Dowolny obraz nauki, który nie opisuje jej wyraźnie jako czegoś, w co wierzymy, jest absolutnie niekompletny i fałszywy. Sprowadza się do stwierdzenia, że nauka różni się zasadniczo i jest lepsza od wszystkich ludzkich przekonań - a jest to nieprawda.
Przysięga na wierność, którą składają naukowcy, polega na przyjęciu tej wiary.

Właśnie tak dobiera się naukowców i przyjmuje do zakonu. Tworzą oni republikę wykształconych wiernych, a cały szereg mistrzów i terminatorów uczy ich ostrożności w ocenie wyników ich pracy".

Richard Rhodes, 'Jak powstała bomba atomowa'


Myśl miesiąca:
Indziej wciąż śnimy i przemijamy
Czas powiekom naszym przydaje zwidzenia
Nieboskłon sny spija i wizje przywdziewa
Świat wciąż nowymi widzisz barwami

Luis de Camoes

2012-04-28

The Horror.

“Horror... Horror has a face... and you must make a friend of horror. Horror and moral terror are your friends. If they are not, then they are enemies to be feared. They are truly enemies!” 
-Walter E. Kurz, Apocalypse Now! 




Co znaczy być wolnym? 

.. 









?? 



…………………………………………………………………………………………………………………
………………………………………………………………………………………………………………… 





?!?!?!?!?!?!?!?! 



Czy w ogóle jest sens cokolwiek dalej pisać? Czy słowa są w stanie mnie przekazać, czy one mogą mnie opowiedzieć? Słowa, które mnie więżą, z których zbudowałem wewnętrzne acta. 

VanderMeer zaprawdę powiedział mi, że wykaszlesz ze mnie ciemność, która pozostała płaszczką. 

Czy jest sens…? 
Każde słowo… boi się, że zostanie wypowiedziane. 
Umiera, przerażone, bo może zostać zapisane. 
………………………………………………………………. 


?! 


Ucieka, bo mogłoby zostać zrozumiane. 

A ono… ono jest… 

Takie małe, nieważne. Zamknięte w samym sobie

Powiedzcie mi, jakie znaczenie ma osobista wolność, prywatność, w fejshibicjonistycznym świecie? 
Zdradźcie mi, czego może dowiedzieć się od acta Państwo, a czego nie wiem ja o Tobie sam? 







Co oznacza ta kropka? I czy ona aby może być wolna? Czy może przejść samą siebie, może się odkropkować i stać się, bo ja wiem, przecinkiem? Czy może coś oznaczać, coś zaczynać, a nie kończyć? I czy odkropkowana kropka jest moralna, jeśli nie kropkuje tego, co zakropkowane być powinno? 




Kropka 


Pociotka. 




Skucha 






Niech Bóg ma litość nad kropką
Ha – Ha.




 I na koniec dobra rada – nie chodźcie wieczorami sami do piwnicy. To się dla psychiki czasem źle kończy. Następnym razem obiecuję coś normalniejszego. I kropka. haha?


Kanciarz

skomentuj (5)

Tagi: słowa, słoma, kropka, ha-ha, odkropkować, zaprzecińczycz, naśredniczyć, wymyślniczyć, słona

2012-04-03

Russendisko i krokodyle sny

Być może wystarczyłby sam zapach wiosennego powietrza, ta szczególna nuta, którą człowiek wyczuwa dopiero późnym wieczorem. Pewnie jednak nie mogłoby się obyć bez zimnego światła gazowych lamp, buczących cicho na każdym rogu. A może trzeba było do tego dodać ciszę i nocny podmuch, udający wiatr, który znad Szprewy wieje dalej w kierunku Berlina, by osiąść na skrzydle startującego odrzutowca i polecieć w świat.

Bez znaczenia.

Już od dawna chciałem reaktywować Kantciapę, bo brakuje mi strasznie tej Myślodsiewni. Bez niej myśli nie znajdują ujścia i kłębią się pod moją pustą czaszką, powoli doprowadzając mnie do szaleństwa.

To też jest bez znaczenia.

Miałem plan (a to zawsze jest monstrualnie ważne), by było to miejsce dyskusji o ideach politycznych, kulturze, sztuce i takich tam pierdołach. Po prostu miejsce na pseudointeligencki small-talk.

Ale byłoby to bez najmniejszego znaczenia.

Bo po filmach takich jak „Russendisko” człowiek szuka jakiejś małej przystani – małego snu, chciałoby się powiedzieć, gdzie pomimo kamer śledzących każdy jego ruch mógłby choć przez chwilę być wolny, czymkolwiek byłaby wolność.

I to chyba mogłoby mieć znaczenie.

Dlatego po latach ponownie zapraszam Was do mojego królestwa snów. Stwórzmy z niej hippisowską komunę myśli. Bo dla nas w końcu też los cebula i krokodyle łzy, no nie?

Tylko pamiętajmy, że w takich miejscach najważniejsze jest poszanowanie wolności innych.


Kanciarz

skomentuj (0)



2009-02-08

HGW XX/7

Jeden film. Wiele emocji. Dwie godziny. Których nie sposób zapomnieć.
Zachwycamy się baśniami, papierowymi bohaterami. Oni są w naszych myślach, jak pasożyty.
Odbierają nam myśl i wolę. Człowiek może być mniej wolny w kraju, gdzie wszystko wolno niźli w kraju, gdzie nic nie wolno. Bo kiedy człowiekowi ktoś zakłada kajdany istnieje jeszcze szansa, by je zrzucić. Jednak gdy ktoś sam siebie krępuje...
Nie ma już ratunku.

O co mi chodzi? O film „Życie na podsłuchu” Floriana Henckel-Donnersmarck. Twórcom tego dzieła udało się w dwóch godzinach zawrzeć cały tragizm komunistycznej bezpieki. Pokazuje ludzi, stających się bohaterami. Nie dlatego, że walczą o wzniosłe idee, o wolność, równość i braterstwo. Oni walczą o Jajko na Twardo* i przy okazji okazują się dobrymi ludźmi.
Opowiada również o osobach, którzy stają się łajdakami. Nie za trzydzieści srebrników, jakby to przedstawili współcześni Inkwizytorzy w rodzaju Ziemkiewicza. Ale dlatego, że stają przed niemożliwym wyborem.

Nie będę opisywał dalej filmu, bo to nie ma sensu, arcydzieł nie da się streścić. Ja po prostu polecam go wszystkim trzydziestoletnim (i młodszym) zagorzałym antykomunistom, którzy nie załapali się na walkę z systemem. Oni lubią siedzieć przy ciepłej herbatce i ferować wyroki. Lubią być papierowymi bohaterami z amerykańskich filmów. Lubią świat czarnobiały. Założyli sobie pęta na dłonie i stopy, a knebel wcisnęli w usta.

Ci współcześni Inkwizytorzy są wierni własnej misji. Są idealistami. Obawiam się jedynie tego, że gdyby oni dorwali się do władzy noc byłaby jasna od łuny stosów. Bo świat, na złość idealistom, nie jest ani zły, ani dobry. A ludzie nie troszczą się o platońskie idee, a o Jajko.

I dobrze, bo tylko dzięki temu jeszcze żyjemy.

I jeśli chcecie mojej opinii, wolę złodziei przy władzy, niż idealistów. Jakoś nigdy nie przekonałem się do idei stosów.

*(c) Terry Pratchett „Straż Nocna”. Rewelacyjna krytyka idealizmu, ale to temat na oddzielny artykuł.



Kanciarz

skomentuj (3)